|

Podróże z psem: Gorges du Verdon

Spędziliśmy trzy dni w Wąwozie Verdon z naszym golden retrieverem, Simbą – wędrując po szlakach, pływając rowerem wodnym w głąb kanionu i przy okazji sprawdzając, jak nasze treningi sprawdzają się w praktyce. Jeśli planujesz wyjazd do Verdon z psem, oto co się u nas sprawdziło, co niekoniecznie i co najbardziej nas zaskoczyło.

Jadąc od strony Genewy, autostrada kończy się mniej więcej za Grenoble i aż do Sisteron prowadzi już droga przez góry. To oznacza, że podróż zajmuje wyraźnie więcej czasu, niż pokazuje Google Maps.

Warto uwzględnić to nie tylko przy planowaniu samej trasy, ale też tankowania i jedzenia. Poza sezonem letnim i świętami po drodze nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie można się zatrzymać, a Francja działa według własnego rytmu: restauracje otwierają się około południa, zamykają o 14:00, a potem ponownie dopiero około 19:00. Tę trasę przejechałam już tyle razy z pustym żołądkiem, że w końcu wyciągnęłam wnioski.

Ponieważ trafiliśmy na długi weekend związany ze Świętem Wniebowstąpienia, podróż oznaczała też przydrożne stoiska z owocami, pola lawendy, maleńkie prowansalskie miasteczka i zdecydowanie zbyt wiele przystanków na lokalne jedzenie.

Przy okazji nauczyliśmy się jednej rzeczy. Po drodze minęliśmy Maison de la Pistache – sklep specjalizujący się w pistacjach, który wyglądał fantastycznie. Byliśmy już jednak zmęczeni i uznaliśmy, że przecież zatrzymamy się tam w drodze powrotnej. Nie zatrzymaliśmy się. Sklep był zamknięty. Godziny otwarcia okazały się… dość oryginalne.

A skoro już o Prowansji mowa – czy tylko mnie zachwyca jej zapach wiosną?

Serio, to jest absurdalnie piękne. Sosny, zioła, kwitnące krzewy, ciepła trawa, woda z jeziora, kwiaty dosłownie wszędzie. Przez sporą część trasy mijaliśmy żółte krzewy janowca i za każdym razem, gdy zatrzymywaliśmy samochód, powietrze pachniało zupełnie inaczej.

Zatrzymaliśmy się w Les Salles-sur-Verdon, tuż nad jeziorem Lac de Sainte-Croix. To okazało się świetną bazą wypadową na wyjazd z psem.

Z jeziora można korzystać praktycznie od razu po wyjściu z domu, szlaki zaczynają się w samej miejscowości, a wypożyczalnie kajaków i rowerów wodnych znajdują się w odległości krótkiego spaceru.

Jeśli podróżujesz vanem, dobra wiadomość: w okolicy jest mnóstwo pięknie położonych parkingów, na których można wygodnie przenocować – nad jeziorem albo pośród natury. Wiele z nich ma znak zakazujący wjazdu kamperom, ale widzieliśmy wiele vanów.

Jeśli chodzi o termin wyjazdu, połowa maja okazała się niemal idealna. Trafiliśmy na długi weekend i spodziewaliśmy się tłumów, a tymczasem okolica była zaskakująco spokojna. Było już wystarczająco ciepło, żeby pływać i spędzać czas na wodzie, ale jeszcze bez letnich upałów.

Większość szlaków w Verdon bardzo szybko weryfikuje, czy ostatnio robiłeś coś więcej niż spacer do lodówki. Wyjątkiem był szlak biegnący wzdłuż jeziora Lac de Sainte-Croix, rozpoczynający się w Les Salles-sur-Verdon.

To łatwa, niemal płaska trasa, z wodą praktycznie przez cały czas w zasięgu wzroku. Świetnie sprawdza się zarówno na pieszą wycieczkę, jak i na rower. Idealna po długiej podróży samochodem, ale też wtedy, gdy podróżujesz z osobami, które nie uważają, że każdy spacer powinien zamienić się w alpejską wyprawę (chociaż ze mną to nigdy nie wiadomo i lepiej być przygotowanym!).

Psy mogą poruszać się po tym szlaku na smyczy. Wybierając wycieczkę warto wcześniej sprawdzić trasę – nie wszystkie szlaki w regionie są dostępne dla czworonogów.

Szlak wzdłuż jeziora Saint-Croix

Uwaga na kleszcze! Jeśli wybierasz się do Verdon z psem, przygotuj się na jedno: kleszcze są dosłownie wszędzie.

Sprawdzaliśmy Simbę po każdym spacerze i mimo to za każdym razem znajdowaliśmy przynajmniej kilka. Zabierz ze sobą przyrząd do ich usuwania, zadbaj o odpowiednią profilaktykę i po każdej wędrówce dokładnie obejrzyj psa – szczególnie uszy, pachy, łapy i przestrzenie między palcami.

Szlak wzdłuż jeziora

I jeszcze… kłosy traw. Jeśli wiesz, o czym mówię, to już pewnie się skrzywiłeś.

Te małe, ostro zakończone nasiona traw zdają się mieć jeden życiowy cel: wbić się psu między palce.

Suche trawy, kamienie i woda sprawiały, że i tak kontrolowaliśmy Simbie łapy kilka razy dziennie.

Route des Crêtes – droga z widokami, które zapadają w pamięć

Route des Crêtes zdecydowanie zasługuje na wszystkie zachwyty.

Ale zasługuje też na pełne skupienie za kierownicą.

Droga prowadzi granią wysoko nad kanionem, a co kilka minut pojawiają się kolejne punkty widokowe. Jednocześnie jest wąska, stroma i dzielisz ją z samochodami, kamperami, rowerzystami, motocyklistami oraz ludźmi, którzy najwyraźniej nie boją się ani ślepych zakrętów, ani wysokości.

Na niektórych odcinkach nachylenie dochodzi do 11%. Latem duża część trasy staje się jednokierunkowa i pętlę przejeżdża się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. My spotkaliśmy kilka osób jadących pod prąd, które musiały zawrócić.

Czy warto?

Zdecydowanie.

Punkt widokowy na Route des Crêtes: Kanion Verdon

Jeśli Twój pies źle znosi jazdę samochodem, rozważyłabym zostawienie go na ten czas w miejscu noclegu.

Simba tym razem został w domu. Sama trasa do początku pętli zajmuje około 45 minut, później około godziny jedzie się Route des Crêtes, a następnie kolejne 45 minut wraca. Łącznie ponad dwie i pół godziny niekończących się zakrętów.

Nie chciałam mu tego fundować i z perspektywy czasu uważam, że była to bardzo dobra decyzja.

Za to dla siebie koniecznie zaplanuj postoje na punktach widokowych. Są dobrze oznaczone, a widoki naprawdę robią ogromne wrażenie.

Rowerem wodnym z psem w głąb kanionu Verdon

Największym punktem całego wyjazdu był rejs rowerem wodnym w głąb kanionu.

Tuż przy wejściu do Wąwozu Verdon działa kilka wypożyczalni i wszystkie, które widzieliśmy, bez problemu pozwalały zabrać psa na pokład. Za dwie godziny zapłaciliśmy 50 euro, potrzebny był dokument tożsamości jako zastaw, a płatność kartą nie stanowiła problemu.

Przyjechaliśmy około 9:30 rano, zanim zrobiło się tłoczno i naprawdę gorąco. To był strzał w dziesiątkę.

Najpierw płynie się po otwartym jeziorze, a potem ściany kanionu zaczynają stopniowo się zamykać. Robi się coraz ciszej, a woda przybiera niemal nierealny, turkusowy kolor. To jeden z tych widoków, który zapiera dech w piersiach.

W pewnym momencie wpływa się na teren rezerwatu przyrody i dalej już nie można płynąć.

Oczywiście Simba popłynął z nami.

Wejście Simby na rower wodny przypomniało mi coś, o czym często myślę podczas treningów.

To, że pies opanował jakieś zachowanie w jednym miejscu, wcale nie oznacza, że automatycznie zrozumie je w zupełnie nowym kontekście.

Na szczęście komenda „wskakuj” zadziałała idealnie.

Pierwotnie uczyliśmy jej podczas wsiadania i wysiadania z samochodu. Tutaj, na pomoście, rower wodny lekko się kołysał, więc Simba przez chwilę się zawahał i potrzebował wskazówki, gdzie najlepiej postawić łapy.

Po chwili wszedł jednak na pokład jak zawodowiec.

Bez paniki. Bez podnoszenia czterdziestokilogramowego goldena pod pachy (to i tak zadanie ponad moje siły).

Byłam z niego naprawdę dumna.

Simba na rowerku wodnym w Kanionie Verdon

Kamizelka ratunkowa? Zdecydowanie tak. Przez cały czas Simba miał na sobie kamizelkę ratunkową.

Polecam ją każdemu, nawet jeśli Twój pies świetnie pływa.

Szczególnie warto wybrać model z uchwytem na grzbiecie. Jeśli pies wskoczy do wody, dużo łatwiej pomóc mu wrócić na pokład.

Przed wyjazdem poświęciliśmy kilka krótkich sesji na oswojenie Simby z kamizelką w domu. Dzięki temu podczas samego rejsu była dla niego czymś całkowicie normalnym i nie zwracał na nią najmniejszej uwagi.

Na pokładzie warto też uważać na smycz – bardzo łatwo zaplątuje się pod nogami. Według mnie lepiej ją odpiąć, ale każdy musi zdecydować co się stanie w przypadku wskoczenia psiaka do wody, i jaki wariant jest dla was bezpieczniejszy.

I jeszcze jedna rada: nie zapomnij zabrać wody oraz przekąsek. Zarówno dla psa, jak i dla siebie.

Moustiers-Sainte-Marie – krótki przystanek, którego nie warto pomijać

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Moustiers-Sainte-Marie, jednej z miejscowości należących do prestiżowego grona Les Plus Beaux Villages de France – najpiękniejszych wiosek Francji.

Przez lata odwiedziliśmy już kilka miejsc z tej listy i ani razu się nie zawiedliśmy.

Cała miejscowość została dosłownie wciśnięta pomiędzy wapienne klify. Wąskie uliczki wspinają się między kamiennymi domami, warsztatami ceramicznymi i niewielkimi fontannami.

Moustiers słynie przede wszystkim z ceramiki faïence. W XVII wieku włoski mnich zdradził jednemu z lokalnych garncarzy sekret białego szkliwa, dzięki czemu charakterystyczna biało-niebieska ceramika zyskała sławę w całej Francji.

Wysoko nad dachami domów zawieszona jest także słynna złota gwiazda rozpięta pomiędzy dwoma klifami. Według legendy zawiesił ją rycerz wracający z wypraw krzyżowych, choć dziś właściwie nikt nie wie, ile w tej historii jest prawdy.

Jedna praktyczna rada: przyjedź wcześnie.

My byliśmy na miejscu około dziewiątej rano i miasteczko było niemal puste.

Około jedenastej zaczęły już napływać wycieczki i zrobiło się zdecydowanie bardziej tłoczno.

Miasteczko Moustiers-Sainte-Marie

Czego podróż z psem uczy o treningu

Takie wyjazdy zawsze przypominają mi, jaki właściwie jest cel szkolenia psa.

Jeśli nie startujesz w psich sportach, naprawdę nie potrzebujesz psa, który potrafi wykonać dwanaście efektownych sztuczek na komendę.

Celem jest świetny towarzysz.

Cała ta konsekwencja, setki krótkich treningów i powtarzanie tych samych ćwiczeń mają sprawić, że możesz zabrać psa praktycznie wszędzie i po prostu dobrze spędzać z nim czas.

Liczy się nie to, ile komend zna, ale czy potrafi spokojnie i bezpiecznie funkcjonować w prawdziwym świecie: na tarasie restauracji, na zatłoczonym szlaku, w kajaku czy rowerze wodnym albo na ścieżce biegnącej tuż nad przepaścią.

Restauracje

Każda restauracja, do której trafiliśmy, bez problemu przyjmowała psy.

I w każdej znalazła się przynajmniej jedna osoba, która uznała, że Simba koniecznie powinien dostać coś do jedzenia.

Najlepsza sytuacja wydarzyła się, gdy pewien pan po prostu położył duży kawałek szynki tuż przed nosem Simby.

Simba spojrzał na szynkę.

Potem spojrzał na mnie.

I cierpliwie czekał na pozwolenie.

Nauczenie psa, żeby nie chwytał jedzenia automatycznie, wydaje się drobiazgiem. Dopóki nie zaczynasz z nim regularnie podróżować. Wtedy okazuje się jedną z najbardziej praktycznych rzeczy, jakich możesz go nauczyć.

Strome szlaki i praca na smyczy

Na trudniejszych odcinkach stosuję bardzo prosty schemat.

Proszę Simbę, żeby usiadł i poczekał. Sama przechodzę do końca długości smyczy, a dopiero potem przywołuję go do siebie przez najbardziej wymagający fragment.

Prosty system, ale działa tylko wtedy, gdy pies ufa całemu procesowi i nie wpada w panikę ani nie próbuje ciągnąć.

Podczas górskich wędrówek bardzo często przypinam smycz do pasa biodrowego zamiast trzymać ją w dłoni. Dzięki temu mam obie ręce wolne na bardziej skalistych odcinkach, a jednocześnie znika to ciągłe, delikatne siłowanie się ze smyczą.

Trening jakby mimo chodem

Duży kamień. Ławka przed kawiarnią. Wąskie przejście na szlaku.

To wszystko są okazje do krótkiego treningu.

Wykorzystujesz je, nagradzasz psa i idziesz dalej.

Dziesięć sekund ćwiczeń w zupełnie nowym miejscu daje często więcej niż setne powtórzenie tego samego zachowania w salonie.

To właśnie taka cicha współpraca najbardziej daje mi satysfakcję.

Możliwość przechodzenia razem przez nowe, wymagające miejsca bez niepotrzebnego stresu i chaosu.

(Swoją drogą… chyba w końcu powinniśmy spróbować cani ninja. Simba byłby w tym irytująco dobry.)

Żeby jednak nie było zbyt idealnie…

To nie był wyjazd, podczas którego Simba zachowywał się perfekcyjnie.

Nowe miejsce i nowe zapachy oznaczają, że maniery na smyczy nagle tajemniczo znikają.

Pierwszy raz, gdy zobaczył jezioro, wystrzelił w stronę wody, zanim zdążyliśmy się przygotować.

Na jednym ze szlaków znalazł też zapach gdzieś poza ścieżką i przez dobrą minutę był absolutnie przekonany, że nie istnieje żadna alternatywna trasa.

A dzieci nadal pozostają jego największą słabością.

Jeżeli z dwudziestu metrów usłyszy entuzjastyczne: Piesek!

to reaguje tak, jakby właśnie przeznaczenie wezwało go do wykonania życiowej misji.

Cóż…

To w końcu golden retriever.

Czy wrócilibyśmy do Gorges du Verdon?

Bez najmniejszego zastanowienia.

Gorges du Verdon to miejsce, które jednocześnie potrafi być spektakularne i niezwykle spokojne.

Piękne krajobrazy, świetne szlaki, bardzo przyjazna atmosfera dla osób podróżujących z psami i na tyle duża różnorodność atrakcji, że bez problemu można spędzić tam kilka dni, nie nudząc się ani przez chwilę.

Simba jest szkolony wyłącznie metodami opartymi na pozytywnym wzmacnianiu.

Najczęściej zadawane pytania – Gorges du Verdon z psem

Czy nad Lac de Sainte-Croix organizowane są aktywności dla psów?

Tak. 1 Vie 2 Chiens z Aiguines organizuje różnego rodzaju aktywności z psami, między innymi cani-paddle, cani-kajak, dock diving, mantrailing, nosework.

Czy Gorges du Verdon jest przyjazne psom?

Zdecydowanie tak.

Psy na smyczy są mile widziane w większości miejsc – na szlakach wokół jeziora, w miasteczkach oraz restauracjach. Niektóre bardziej wymagające szlaki mają jednak ograniczenia, dlatego przed wyjazdem warto sprawdzić zasady dla konkretnej trasy.

Psy mogą również pływać rowerami wodnymi i kajakami wypożyczanymi nad Lac de Sainte-Croix.

Czy z psem można wpłynąć do kanionu Verdon?

Tak.

Psy mogą pływać zarówno rowerami wodnymi, jak i kajakami wypożyczanymi przy wejściu do kanionu.

Niezależnie od tego, jak dobrze Twój pies pływa, zdecydowanie polecam zabrać dla niego kamizelkę ratunkową. Dzięki uchwytowi na grzbiecie znacznie łatwiej pomóc psu wrócić na pokład po kąpieli.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *